Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam Payne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam Payne. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

37. Liam, part 3

* * *
Okazało się, że państwo Payne wprowadzili się do domu niedaleko nazego. Z Liamem zaprzyjaźniłam się bardzo. Staliśmy się nierozłącznymi przyjaciółmi aż do pewnego dnia...
- [T.I.]?
- Mhm?
- Wiesz.... ja... - jąkał się chłopak. - eeem.... no ten....
Uniosłam brew do góry i spojrzałam w czekoladowe oczy Liama. Dostrzegłam w nich pragnienie. Patrzył na mnie z wielkim, nieokiełznanym uczuciem. Czy on też mnie kochał? Czy czuł do mnie to samo? Raz kozie śmierć...
- Ja Ciebie też. - powiedziałam cicho i zbliżyłam się do chłopaka.
Nasze czoła stykały się ze sobą. Czułam jego odech na moim policzku. Słyszałam szybkie bicie jego serca.
Nachylił się do mnie i nasze usta się spotkały.
- Proszę państwa! Dosyć tego randkowania! - zawołała rozbawiona mama. - Potrzebujemy pomocy w ogródku!
Oderwaliśmy się od siebie, wstaliśmy i pobiegliśmy do mojej rozradowanej mamy.
- Trzeba zgrabić liście w ogródku. - oznajmił tato.
- A co będziemy z tego mieć? - zapytałam ze śmiechem i szturchnęłam Liama.
Tata i mama zaśmiali się. Mama szepnęła coś tacie na ucho a on rozpromienił się.
- Wiecie co... poradzimyh sobie z mamą w ogrodzie a wy macie czas dla siebie. - powiedział szczerząc się jak nigdy dotąd.
- Okej... - zdziwiłam się, ale poderwałam się z krzesła, chwyciłam Liama za rękę i ruszyliśmy do parku.

- Śliczna jesteś. - powiedział, patrzac mi prosto w oczy.
Nie odpowiedziałam, tylko ponownie zbliżyłam swoją twarz do jego. Znów słyszałam jego serce bijące szalenie szybko, czułam jego w miarę spokojny oddech na policzku i jego pożerające mnie spojrzenie.
- Tak bardzo Cię kocham.
- Wiem. - zaśmiałam się.
Chłopak pocałował mnie namiętnie a ja z przyjemnością oddałam pocałunek.

________________________________________

Jak zwykle przepraszam,
że się rozwlekłam z tym czymś na 3 części,
że takie nijakie wyszło,
że znowu z Liamem,
że taka krótka ta część
i że taka sztuczna i beznadziejna końcówka.

Sorki, no ;C

Tusia ;*

sobota, 6 lipca 2013

36. Liam, part 2


- Czy twoja mama to Jane? - zagadnęłam.
- Ym, ni.. - nie zdążył dokończyć, bo przerwała mu Jay.
- [T.I.], kochana, mogłabyś zająć się Emily? - zapytała błagalnym tonem.
- Pewnie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Tak bardzo uwielbiam dzieci.
- A może chciałoby ci się przejść z Emily na mały spacerek? - zapytała Jay nieśmiało.
- Z chęcią. Wiesz, że uwielbiam dzieci!
Jay poinstruowała mnie jak zająć się Emily i razem z mężem zniosła wózek po schodach przed dom.
- Może pójdziesz ze mną? - szepnęłam Liamowi do ucha.
Widziałam jak bardzo mu się nudzi i postanowiłam go wybawić.
- Pewnie. - uśmiechnął się.
Wyszliśmy przed dom i pojechaliśmy w stronę parku.
- Skąd jesteś? - odważył zagadnąć do mnie Liam.
- Eeem... Londyn. Tak, z Londynu. - odparłam jąkając się, na co chłopak się zaśmiał.
- Ja też. Znaczy urodziłem się w Wolverhampton, ale teraz przeprowadziłam się z mamą do Londynu. A gdzie mieszkasz?
- No w Londynie. - uśmiechnęłam się. - Dokładniej na obrzeżach. Eeem.. Niedaleko Green Parku.
- Jasne?
- No...chyba.
- Nie wiesz gdzie mieszkasz? - chłopak zaśmiał się serdecznie.
- Nie wiem. - powiedziałam szybko. - Eeem. Znaczy wiem, wiem! - zmieszałam się.
Chłopak popatrzył na mnie z rozbawieniem.
- Och... Jejku. Przepraszam. Twoje towarzystwo mnie rozpra... znaczy emm... - zacięłam się.
Westchnęłam głośno i zacisnęłam ręce na wózku.
- To gdzie mieszkasz? - drążył Liam.
- Dokładny adres podać? - zapytałam na co chłopak kiwnął głową. - Droga Mleczna. Planeta Ziemia. Europa. Wielka Brytania. Anglia. Londyn. Zachodnia część. Mitcham Park 12.
Na moje słowa chłopak uniósł brwi zdziwiony, a sekundę później jego twarz rozpromienił uśmiech.
- Jeśli to ten sam Mitcham Park... - urwał i spojrzał na mnie. - to będziemy sąsiadami.
- Wiesz, że tutaj jest mnóstwo takich samych ulic... ale czekaj. Dom naprzeciw mojego był do kupienia... A teraz jest sprzedany! Więc może jednak będziemy sąsiadami. - uśmiechnęłam się do Liama.
Nagle Emily zaczęła głośno płakać.
- No już. Cichutko, kochanie. - próbowałam uspokoić dziewczynkę.
- Może spróbuję ja? - zapytał Liam, na co ja skinęłam głową.
Chłopak wziął Emily na ręce i zaczął ją kołysać, a dziewczynka natychmiast się uspokoiła. Chłopak uśmiechnął się i położył ją spowrotem do wózka.
~*~
Po jakichś dwóch godzinach spaceru wróciliśmy do domu babci Mary. Rozmawialiśmy do późnego wieczoru. Wszyscy już zbierali się do domów, więc my też wróciliśmy.
- Chyba polubiłaś Liama, co? - zagadnął tata.
- Tak, to fajny chłopak. - powiedziałam a na obliczu taty zagościł uśmiech.

________________________________________

Nie wiem czy mam pisać part 3 czy tak to zostawić...
Nie mam pojęcia czy ktokolwiek czyta tego bloga ;__;
Proszę Was, leżę przed Wami krzyżem.... komentujcie imaginy i głosujcie w ankietach, błagam.
Miłych wakacji!

Tusia ;*

35. Liam, part 1

..
- [T.I.], no! Ubierz tą sukienkę! - mama wcisnęła mi w rękę wieszak z różową, gładką sukienką.
- Grr... mamo! To COŚ jest krótkie i różowe!
 - Dziecko, raz w roku nie możesz się ładnie ubrać? !
- Tej na pewno nie ubiorę. - powiedziałam i odłożyłam sukienkę na stertę innych, które moim zdaniem nie nadawały się na wyjście.
 - A ta? - spytała zrezygnowana mama.
 Podała mi białą sukienkę z koronki.
 - Hmm... - sięgnęłam po wieszak.
 Spojrzałam kątem oka na mamę, która wpatrywała się we mnie z nadzieją, że w końcu wybiorę jakąś sukienkę.
- Może być. - powiedziałam z uśmiechem, stając przed lustrem.
 Mama westchnęła i z wyrazem ulgi na twarzy wyszła z pokoju. Przymierzyłam więc sukienkę, jak się okazało, pasowała idealnie. Podeszłam do szafy, aby wybrać buty. Hmmm... Czerwone na obcasie, czarne lakierki czy beżowe sandałki? Ale ja mam problemy... W końcu zdecydowałam, że ubiorę czarne lakierki na płaskim obcasie, z przodu ozdobione kokardką. Dobrałam do tego czarne kolczyki przypominające perełki. Pomalowałam usta jasnoróżowym błyszczykiem, a moje niebieskie oczy stały się piękniejsze dzięki maskarze. Zdecydowałam, że wezmę małą, czarno-białą kopertówkę. Wyciągnęłam z szafy czarne bolerko i wzięłam do ręki swój telefon. Zeszłam na dół, a po drodze wysłałam SMS do przyjaciółki.
- No, nareszcie! - wykrzyknął tata, kiedy wyszłam do przedpokoju.
 - Ślicznie wyglądasz. - powiedziała mama z uśmiechem na twarzy.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do celu. Po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się przed ogromnym domem mojej babci. Podeszliśmy do drzwi i zadzwoniliśmy. Sekundę później w drzwiach stanęła uradowana babcia. Witała się z każdym po kolei, ściskając i całując. Wręczyłam jej ogromny bukiet kwiatów, które ubóstwiała nad życie - herbacianych róż. Poszliśmy za babcią do jadalni i usiedliśmy do stołu. Mama usiadła koło swojej siostry Jane, a tata wybrał miejsce obok wujka Taylora. Przy stole zostały dwa miejsca: jedno na honorowym miejscu stołu, czyli dla solenizantki, która aktualnie krzątała się po kuchni; i drugie między ciocią Jane i jakimś chłopakiem. Odsunęłam krzesło i usiadłam a chłopak podniósł wzrok na mnie i szeroko się uśmiechnął.
- Hej. Jestem Liam. - przedstawił się i podał mi swoją dłoń.
- Cześć. Jestem [T.I.]. - uścisnęłam dłoń bruneta.
Patrzył na mnie przez chwilę, sądzę że chciał nawiązać rozmowę, ale po chwili zaniechał tego i wbił wzrok w swój talerz. W pokoju dało się słyszeć rozmowy wszystkich ze wszystkimi na przeróżne tematy. Chwilę później do pokoju weszło młode małżeństwo z rocznym dzieckiem na rękach. Ucieszyłam się gdy w młodej mamie rozpoznałam moją siostrę Jay. Przywitałam się z nią i zrobiłam śmieszną minkę do Emily.
- Nareszcie widzę swoją siostrzenicę. - uśmiechnęłam się do małej.
- Emily chyba też się cieszy, że nareszcie widzi swoją ciocię. - odwzajemniła uśmiech Jay.
- A jak się mieszka w centrum Liver... - chciałam zapytać Jay, ale naszą rozmowę przerwała babcia.
Weszła do pokoju, niosąc wielki czekoladowy tort. Babcia Mary postawiła go na stole, a wszyscy wstali i zaczęliśmy śpiewać 'sto lat' dla babci. Miło było widzieć tak bardzo radosną babcię, pełną energii mimo wieku. Wznieśliśmy toast, a później babcia Mary wzięła się za krojenie tortu. Każdy dostał spory kawałek przepysznego, czekoladowego tortu. Przy jedzeniu podsłuchiwałam i wyłapywałam fragmenty rozmów dorosłych. Dowiedziałam się, że ciocia Katherina jest w ciąży i planuje ślub z Ronem, Harriet kupiła papugę i w nocy nie może spać, a wujek John codziennie rano biega dla zdrowia. Kiedy zjadłam tort i w końcu znudziło mi się podsłuchiwanie, podniosłam głowę znad stołu i zerknęłam w moją prawą stronę. Ten cały Liam patrzył się na mnie, a kiedy uświadomił sobie, że go na tym przyłapałam, uśmiechnął się i szybko odwrócił głowę.


____________________________________________________________
Jak tam wakacje? :-)
Hope you like it!
Popsuł mi się komputer i teraz Piszę wszystko na tablecie ;/
W środę wyjeżdżam ale chyba będę miała internet ^^
Tusia ;*

sobota, 15 czerwca 2013

# 32. Liam, part 3

~*~
Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie. Ubrałem dres, wymknąłem się z domu najciszej jak tylko potrafiłem i wybiegłem na uliczkę. Postanowiłem pobiegać po okolicy, a że była sobota rano, to nikt nie raczył się mną interesować – oczywiście dla mojego dobra. Bez celu biegałem po okolicy przez dobrą godzinę. W końcu zmęczyłem się i wróciłem do domu. Usiadłem na schodku przed frontowymi drzwiami i głęboko westchnąłem. Wciągnąłem w płuca więcej powietrza i powoli je wypuściłem. Wstałem, wszedłem do domu i szybkim ruchem zamknąłem za sobą drzwi.
- Gdzieś ty się włóczył tak wczesnym rankiem i to jeszcze w sobotę? - zaraz w przedpokoju natchnąłem się na Louisa ilustrującego mnie wzrokiem.
- Byłem pobiegać. - wzruszyłem ramionami.
Louis w odpowiedzi potrząsnął głową z rezygnacją i poszedł do kuchni. Udałem się do swojego pokoju a po drodze natchnąłem się na Nialla, który jadł kanapkę i patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Tak. Wstałem wcześnie w sobotę. - odpowiedziałem uprzedzając jego pytanie.
- Aha? - wykrztusił, kiedy przełknął kanapkę. - Mam ci wierzyć?
- Wiesz, jak nie chcesz to nie musisz. Ale raczej tak.
- Zakochałeś się? - zapytał blondyn po chwili namysłu.
- Nie wierzę, że tak łatwo mnie rozszyfrować... - wykrzywiłem usta w grymas.
Na obliczu Irlandczyka zagościł tryumfalny uśmiech.
- Może opowiesz mi jak wygląda... i kim jest. Tak ogólnie. - uśmiechnął się ciepło. - Chciałbym poznać kim jest wybranka romantycznego Liasia... - zrobił słodką minę.
Jejku... Czy on musi zdrabniać moje imię?!
- Hmm... Mogę ci coś niecoś powiedzieć, ale musisz przyrzec, że przed resztą chłopaków będziesz milczał jak grób.
- Słowo Irlandczyka. - wyszczerzył się blondyn i położył dłoń na sercu w geście przysięgi.
- A więc chodź.
Poszliśmy do mojego pokoju i opowiedziałem Niallowi o tajemniczej nieznajomej, o akcji śledzenia i o wspólnej kawie w Starbucksie. Kiedy zacząłem mówić o naszyjniku niezwiązanym z jej imieniem Niall zrobił przerażoną minę.
- Niall? Co się stało? - machałem ręką przed oczami blondyna, ale on jakby wyłączył się na chwilę.
Po chwili wymamrotał:
- H jak Harry. - szepnął i nadal patrząc w odległy punkt, wstał i wyszedł z pokoju.
Siedziałem i nie wiedziałem co mam zrobić. Nagle po głowie zaczęły krążyć mi różne myśli. Może [T.I] nosi „H” jak Harry dlatego, że jest jej chłopakiem?
Zszedłem po cichu po schodach. Stanąłem jak wryty w progu, gdyż zobaczyłem chłopców, którzy zawzięcie nad czymś dyskutowali. Postanowiłem podsłuchać.
- A więc „H” jak Harry? - zamyślił się Louis.
Wciągnąłem powietrze do płuc. Niall obiecał, że im nie powie...
- Niall, opisz jeszcze raz tą dziewczynę. - poprosił Zayn.
- Wysoka, szczupła, jasnobrązowe włosy, bardzo jasna, prawie że biała cera. Tak jak mówiłem, przechodzi pod naszym domem codziennie koło siedemnastej. - produkował się blondyn.
- Harry! - Louis trącił Loczka łokciem, widząc jego zdziwienie na twarzy.
- Niech to szlag! - na twarzy Loczka malowało się przerażenie. - Pamiętam tą dziewczynę! Pamiętam ją!
- Mów! - ponaglił Zayn.
Nie czekając na odpowiedź Hazzy, postanowiłem wejść do pokoju.
- Nad czym tak myślicie, chłopaki?
- Emm... - zatkał się Niall.
Harry spuścił wzrok a Zayn i Lou spojrzeli po sobie.
- Więc? Co to za zmieszanie? - skrzyżowałem ręce na piersi.
Niall wziął swój kawałek pizzy i wyszedł z pokoju. Zayn poszedł w ślad za nim. Harry spojrzał przepraszająco na Lou i zniknął za ścianą. Mój wzrok spoczął na Louisie.
- Więc...
Uniosłem brew do góry.
- Twoja ukochana...
Kiwnąłem głową, ponaglając Tommo.
- Bo... Harry ją zna... i miał nam powiedzieć skąd, ale pojawiłeś się ty. Zmieszało to Nialla, a miał o tym nikomu nie mówić. Martwił się o ciebie. Kojarzył skądś tą dziewczynę... - mówił Lou, którego ledwo można było zrozumieć, bo składał bardzo niejasne zdania.
Obróciłem się na pięcie i pomaszerowałem do pokoju Harrego. Zapukałem.
- Proszę. - usłyszałem w odpowiedzi.
Zakładam, że gdyby Loczek wiedział, że to ja, udawałby iż go nie ma w pokoju. Zapewne spodziewał się Louisa...
- Chyba musimy pogadać. - rzekłem, zamykając za sobą drzwi.
Wszedłem do pokoju i spojrzałem na zaskoczonego i jednocześnie zmieszanego Loczka.
- O co chodzi z tą [T.I] ? Skąd ją znasz? I dlaczego ma naszyjnik z literą „H”? Mniemam, że znasz odpowiedzi na te pytania...
- Ymm... Znam. - zawahał się. - Ale nie na wszystkie.
- Więc słucham. - usiadłem na brzegu łóżka i wsłuchałem się w głęboki głos Harrego.
- No to tak... - wyprostował się i przełknął ślinę. - Kiedyś ją spotkałem w szpitalu, gdy odwiedzaliśmy chorych... Pamiętasz tą akcję „Uśmiech dla Ciebie”?
Pokiwałem głową.
- Ona leżała wtedy w szpitalu. Była chora. Nie pamiętam dokładnie na co, ale wiem, że zdecydowałem się przebadać swój szpik. Okazało się, że mamy tą samą grupę, czy coś... Nie wiem dokładnie co decyduje o tym, kto jest dawcą i tak dalej... No i oddałem jej ...
- Czekaj, czekaj. - przerwałem Hazzie. - Skąd wiedziałeś na co jest chora i jak w ogóle … ? - nie umiałem znaleźć odpowiednich słów.
- Codziennie przychodziłem do niej, żeby sprawdzić jak się czuje. Dałem jej też naszyjnik, który zauważyłeś. Na pamiątkę. Żeby o mnie nie zapomniała. Jak lekarz powiedział: uratowałem jej życie.
- A teraz się z nią nie kontaktujesz? - zapytałem zdziwiony.
- Jakoś tak wyszło, że nie daliśmy namiarów na siebie nawzajem. I tak to się skończyło.
- Smutne. Ja mam jej telefon... Więc jakbyś chciał...
- Nie. Przecież zakochałeś się w niej. Jest twoja. - przerwał mi Harreh.
- Harry... - zacząłem ale Loczek po raz kolejny mi przerwał.
- Nie byłem w niej zakochany. Postanowiłem jej pomóc. Wszystko.
- Nie umiesz kłamać. - stwierdziłem.
- Kocham Louisa. - przyznał Loczek.
Któż by pomyślał, że z jednej sprawy z [T.I] Harry przyzna się do Larrego ?
~*~
O piętnastej spotkałem się w umówionym miejscu z [T.I]. Postanowiłem powiedzieć jej o Harrym. Chwilę rozmawialiśmy, po czym wziąłem się w garść i postanowiłem przejść do informacji o Harrym. Spojrzałem na jej naszyjnik i zamurowało mnie. Wymierzyłem sobie mentalny cios w policzek i podjąłem kolejną próbę.
- Co ci jest, Liam? - zapytała z troską [T.I].
- Harry. - wymamrotałem.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.
- Harry. - powtórzyłem i wskazałem jej srebrny naszyjnik.
Dziewczyn otworzyła usta. Nie wiem czy ze zdziwienia, czy dlatego, że chciała coś powiedzieć, ale nie dopuściłem jej do głosu.
- Harry to mój przyjaciel.
[T.I] popatrzyła w moje oczy. Jej błękitne tęczówki przeszyły mnie na wskroś.
- Tak, ten Harry. Ten sam, który uratował ci życie. - nabrałem powietrza do płuc. - Chciałabyś się z nim spotkać?
- Ni- ni- nie wiem. - wyjąkała [T.I].
~*~
W końcu przekonałem [T.I] żeby spotkała się z Harrym. Przyprowadziłem ją do naszego domu i wpuściłem do środka.
- Harry! - zawołałem. - Ktoś do ciebie!
Harry zszedł po schodach i gdy ujrzał [T.I] stanął w miejscu jak wryty. Przez jego twarz przebiegły różne emocje. Zaskoczenie, zmieszanie, ból, radość. [T.I] rzuciła się Harremu w ramiona i zaczęła płakać.
- Dziękuję. Dziękuję ci bardzo. Dzięki tobie żyję. Nie wiem jak mam ci się odwdzięczyć za to co kiedyś dla mnie zrobiłeś. - powiedziała na jednym wdechu, cały czas szlochając.
- Spraw by Liam znów był uśmiechnięty. - wyszeptał równie zapłakany Harry, mimo tego wszystko dobrze słyszałem.
[T.I] oderwała się od Harrego i spojrzała na mnie.
- Dziękuje wam obu. Dzięki tobie, Harry, żyję. A dzięki tobie, Liam, mogłam podziękować Harremu... i mimo że znamy się kilka dni, to chcę ci podziękować za to, że wniosłeś w moje życie uśmiech. Znów dostrzegam radość w życiu.
Podeszła do mnie i wtuliła się, a ja poczułem piękny zapach jej perfum.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
- Tak. - odpowiedziałem bez wahania.
- Ja też...
- Kocham cię – powiedzieliśmy jednocześnie.


________________________________________________________

Chyba nie mam nic do powiedzenia ;x
Chcę wam tylko podziękować za to, że jesteście, że czytacie bloga,
DZIĘKUJĘ ;__;
Marta Payne ;*
Tusia ;*

piątek, 14 czerwca 2013

# 31. Liam part 2



Obudziłem się zmęczony. Zabrałem szlafrok z wieszaka na drzwiach i zawlokłem się pół-śpiący do kuchni, w której krzątała się Perrie.
- Coś ty taki nie w sosie? Coś cię dręczy od tygodnia...
- Hmm... - zastanawiałem się jak to powiedzieć, żeby jej nie urazić. - Chłopcy ci kazali mnie przesłuchać?
- Nie. - na twarzy dziewczyny pojawiło się oburzenie.
Dźwignąłem jedną brew do góry i splotłem ręce na piersi.
- Tak. - westchnęła Perrie. - Ale oni się o ciebie martwią! Zrozum to!
- Rozumiem, ale mogliby sami się mnie zapytać. - odburknąłem zniesmaczony.
Szybko zjadłem omlet, wróciłem do pokoju, przebrałem się i nie wiedziałem co z sobą zrobić. Jedyny pomysł jaki wpadł mi do głowy to wyjść na miasto.
- Wychodzę! Wrócę … Kiedyś wrócę! - krzyknąłem dla informacji i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Szedłem przed siebie, wolnym krokiem, bez celu. Postanowiłem wejść do Starbucks'a.
- Małe cappuccino poproszę.
Odebrałem zamówioną kawę i usiadłem przy stoliku pod ścianą. Zamyśliłem się troszkę, przywołałem w myślach obraz „Hermiony”. Ktoś był tak brutalny i wyrwał mnie z zamyśleń, przez położenie dłoni na moim ramieniu.
- Mogę się przysiąść?
Dźwignąłem głowę i zobaczyłem … TAK! Zobaczyłem „Hermionę”!
- Pewnie. - odparłem z uśmiechem.
Dziewczyna chwilę milczała, po czym upiła łyk kawy, a ja przypatrywałem się jej jak zjawisku paranormalnemu.
- Tak w ogóle jestem [T.I]. - powiedziała, podnosząc na mnie wzrok niebieskich tęczówek.
- Liam. - odparłem z uśmiechem. Chcąc zadać jej pytanie, dotyczące naszyjnika, otworzyłem usta lecz [T.I] mnie uprzedziła:
- Wiesz, że nie jesteś dobry w szpiegowaniu?
Na te słowa sparaliżowało mnie, doznałem jakiegoś dziwnego uczucia. Wstyd. Żenada. Cokolwiek to było, do przyjemnych nie należało. Spróbowałem udawać głupka, więc popatrzyłem na nią pytająco.
- Dobrym aktorem to też nie jesteś. - zachichotała dziewczyna.
- Wybacz. - spaliłem buraka i spuściłem wzrok ze skruchą.
Brunetka upiła łyk kawy i lekceważąco machnęła ręką.
- Oj tam. Śmieszne to było i tyle. Będę miała co wspominać na stare lata. - zaśmiała się.
Uśmiechnąłem się do niej serdecznie. Podjąłem ponowną próbę zapytania o naszyjnik, lecz i tym razem [T.I] była szybsza.
- A możesz mi powiedzieć po co mnie śledziłeś? - uśmiech nie znikał z jej twarzy ani na sekundę.
- No cóż... Długa historia.
- Dajesz, mamy czas. Przynajmniej ja. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Ja w sumie też.
- A więc? - ponaglała, zaciekawiona szatynka.
Kiwnąłem głową i zacząłem od tego jak zobaczyłem ją pierwszy raz w ulewie a skończyłem na dzisiejszym dniu.
- Hmm... - zamyśliła się dziewczyna. - Codziennie wychodzę z domu dla zabicia czasu. Spotykam się z przyjaciółką. Wychodzę z psem. Czasem odwiedzam babcię w Wolverhampton. A w tygodniu studiuję architekturę. A ty?
- A ja codziennie umieram z nudów. Nie mam psa... A w Wolverhampton się urodziłem. - zawahałem się nad zadaniem pytania. - Może miałabyś ochotę na mały spacerek?
- No pewnie. - ucieszyła się dziewczyna.
Wyszliśmy ze Starbucks'a i skręciliśmy w prawo, chcąc dotrzeć do parku.
Rozmawialiśmy dobrą godzinę, gdy dziewczyna oznajmiła:
- Kurczę, z tobą czas bardzo szybko leci... Musiałabym już iść do domu.
Popatrzyłem na nią z miną zbitego psa.
- Miło było cię poznać. - powiedziała.
Już odwróciła się i miała odejść, ale złapałem ją za dłoń.
- Ale spotkamy się jeszcze, prawda? - zapytałem z nadzieją.
- Pewnie. - odpowiedziała bez zastanowienia.
- Może dasz mi swój numer telefonu? - zapytałem nieśmiało.
W odpowiedzi obdarowała mnie promiennym uśmiechem. Wyciągnęła rękę a ja podałem jej swojego iPhona. [T.I] wystukała na ekranie rząd cyferek i zwróciła telefon.
- Call me maybe. - rzuciła na odchodnym i złożoną rękę w „telefon” przyłożyła do ucha.
Wróciłem do domu, a raczej przyfrunąłem do domu. Czułem się jakby unosiły mnie skrzydła.
- Co ty taki wesoły? - na progu spotkał mnie podejrzliwy wzrok Louisa.
- To już nie można być wesołym?
- Przez ostatni tydzień wyglądałeś jakbyś nie spał, nie jadł i w ogóle NIE ŻYŁ. - powiedział Louis z ostrym akcentem na ostatnie dwa słowa.
- Skąd ta nagła zmiana? - streścił Louisa Zayn.
Wzruszyłem ramionami i wbiegłem po schodach do swojego pokoju.
Wysłałem SMS'a do [T.I]:
Może spotkamy się jutro? Liam x.
Długo nie musiałem czekać na odpowiedź.
No pewnie ;) Może być o 15 w parku?
Okej :) Będę czekać na tej samej ławce, co wczoraj siedzieliśmy. x.
Ok :) Dobranoc ;*
Prawie skoczyłem z radości. [T.I] wysłała mi buziaka! [T.I] wysłała mi buziaka!
Dobranoc, pchły na noc xD Kolorowych snów ;* x.
Na tym nasza rozmowa się skończyła. Zakładam, że gdyby jeszcze odpisała to nasza rozmowa nie skończyła by się długo, długo...




___________________________

Dziękuję wam za wszystko,
Marta Payne ;)

# 30. Liam part 1


Kiedy widziałem ją pierwszy raz, była przemoczona od stóp do głów. Szła moją ulicą w ulewny wieczór. Było bardzo późno, ale gdybym zobaczył ją znowu, rozpoznałbym ją na pewno. Skulona, z rękami splecionymi na piersi, podążała przed siebie. Jej włosy skleiły się i kapały wodą lecz szła dość wolnym krokiem... zbyt wolnym, żeby nazwać to ucieczką przed deszczem lub chęcią jak najszybszego znalezienia się w domu. Obserwowałem ją z okna, dopóki nie zniknęła z mojego pola widzenia, skręcając w lewo.
Następnego dnia późnym południem usiadłem koło okna, jak miałem w zwyczaju, i wpatrywałem się w ulicę, którą nikt nie raczył przejść. Znudzony własnym zwyczajem już miałem zejść z parapetu, gdy nagle zza rogu wyszła ta sama dziewczyna, która poprzedniego dnia wytrwale podążała do celu w obfitej ulewie. Teraz świeciło słońce a niebo było błękitne, dzięki czemu mogłem dostrzec i określić więcej. Dziewczyna miała długie, jasnobrązowe włosy i bardzo jasną skórę. Była tak blada, że jej twarz i szyja niemal zlewały się z białą bluzką, którą miała na sobie. Kiedy minęła mój dom i skręciła w lewo, zszedłem z parapetu z nadzieją, że kiedyś znowu ją zobaczę.
Trzeciego dnia, dla odmiany, tajemnicza dziewczyna przebiegła ulicę, którą w poprzednich dniach przemierzała wolnym krokiem. Wiatr targał i rozwiewał jej włosy. Znów wyglądała tak pięknie...
Wywnioskowałem, że pierwszy raz szła moją ulicą po godzinie dwudziestej, natomiast drugiego i trzeciego dnia krótko po siedemnastej.
Czwartego dnia już od siedemnastej siedziałem i czekałem aż owa, piękna szatynka przejdzie pod moim domem. Gdy się pojawiła, zachwycałem się jej urodą i zastanawiałem jaki ma charakter.
Piątego dnia doszedłem do wniosku, że nie wystarcza mi jej widok, więc postanowiłem udać się na spacer, którego głównym celem było, oczywiście, spotkanie jej z bliska. Aby minąć się z nią, poszedłem uliczką w lewo, którą dziewczyna opuszczała zasięg mojego wzroku, a następnie odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Centralnie pod moją bramą minąłem się z dziewczyną, która podniosła głowę, spojrzała w moje oczy i uśmiechnęła się serdecznie. Miała takie piękne, lśniące, niebieskie oczy, jasnoróżowe usta i piegi na nosie oraz policzkach. Mimo że trwało to kilka sekund, zauważyłem na jej szyi srebrny naszyjnik z literką „H”. Ciekawe jak ma na imię? - to pytanie dręczyło mnie na okrągło i co raz to wymyślałem nowsze imiona na „H”. Harriet, Hannah, Helen wymyśliłem nawet Hermiona.
Kolejny dzień – ten sam plan. Minęliśmy się „całkiem przypadkowo”. Szatynka znów uśmiechnęła się serdecznie, ukazując dołeczki w policzkach i rząd białych zębów.
Kolejny dzień – zmiana planów. Musiałem przerwać monotonię, więc postanowiłem ją śledzić. Wiem, wiem, to nie w porządku, ale musiałem się dowiedzieć skąd i dokąd zmierza dzień w dzień. Chyba miałem lekkiego bzika na jej punkcie... A więc: cel na dziś – dowiedzieć się dokąd zmierza. Gdy koło siedemnastej – jak codziennie – dziewczyna pojawiła się na mojej ulicy, ruszyłem kilkanaście kroków za nią. Miałem nadzieję, że dziewczyna mnie nie zauważy.
Szedłem tak cicho, jak tylko się da. Niczym kot – Harry zapewne ucieszyłby się z tego porównania.
Dziewczyna, jak zawsze, skręciła w lewo, po czym szybko w prawo i otworzyła kluczem bramkę. A więc tutaj mieszka...
Cel na dziś: skąd dziewczyna wraca? Trudniejsze zadanie niż wcześniej. Postanowiłem wstać o siódmej rano i usiąść na parapecie. Włączyłem ulubione piosenki i w słuchawkach zabrzmiała muzyka, która mnie odprężała. Nagle wzdrygnąłem się i szybkim ruchem zeskoczyłem z parapetu. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dwunasta. Zrobiłem minę zbitego psa i zawlokłem się do kuchni.
Wieczorem wyszedłem przed dom i usiadłem na schodku. Czekałem godzinę, aby zobaczyć nieznajomą „Hermionę”. Mógłbym tak czekać jeszcze długo, ale zaczął padać deszcz. Smutny wróciłem do swojego pokoju, mijając zdziwionych chłopaków. Pewnie zastanawiali się co mnie dręczy od tygodnia. Ale nie powiem im. Wyśmieją mnie. Uznają za dupka. Zamiast podejść, zagadnąć to ja ją szpieguję. Dzień upłynął szybciej, niż się spodziewałem. Twitter, Facebook, Twitter, Facebook, Twitter i ciepłe łóżko – tak wyglądał mój dzień.





Zakładam, że gdyby nie tytuł, to długo nie było by wiadomo z kim ten imagin jest :p
Nie wiem czy to było w planach, ale mam nadzieję, że się podoba.
Za niedługo dodam drugiego parta ;)
Tusia 
(Marta Payne)
 ;*



piątek, 3 maja 2013

# 23. Liam

NIESPODZIANKA!
(dość dawno obiecana, ale jest)
Spróbowałyśmy połączyć swoje siły i wyszło właśnie takie coś.
Mamy nadzieję, że się spodoba (a ja mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi za złe tak wielu opisów uczuć i retrospekcji.)
Miłego czytania :)

Odmeldowujemy się
Klusia ;] & Tusia ;*
_____________________________

W tle słyszę pierwsze dźwięki melodii wydobywanej z ogromnych głośników. Już po chwili zaczyna się partia piosenkarza, kiedy stoję jak wryta i nie potrafię wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Dlaczego zawsze mnie się to przydarza? Sterczę sparaliżowana na środku swojego pokoju pomalowanego na przyjemny, zielony kolor i wpatruję się w ciemnobrązowe drzwi. Oczy zawieszają się na jakimś odległym i bliżej nieokreślonym punkcie. Moje usta drżą przed trzymanym przed nimi mikrofonem.
Nagle muzyka cichnie, a ja spoglądam na swojego najlepszego przyjaciela, Liama Payne'a, który wydaje się zawiedziony.
Od zawsze wierzył we mnie i w moje możliwości, wspierał mnie na każdym kroku. Chciał pokazać, że mam talent i że muszę walczyć o moje marzenia. Zawsze chciałam wystąpić w jakimś talent show, ale nie potrafiłam zaśpiewać nic nawet na szkolnej uroczystości. Chyba jedną z nielicznych osób, które usłyszały mój głos był Liam. Od początku mówił, że mam ładną barwę, głębokie brzmienie, dużo oktaw. Nie zawsze rozumiałam o czym mówił, ale domyślałam się, że są to komplementy.
Po chwili ciszy Payne wstaje z mojego łóżka i z opuszczoną głową podchodzi do mnie.
Pewnie zaraz mnie okrzyczy... chociaż nie. On przecież nigdy na mnie nie krzyczy. Zawsze jest spokojny i opanowany, nawet gdy próbuje wydobyć ze mnie głos już tysięczny raz. Chodząca oaza spokoju. Znamy się od małego. Bardzo małego. Wiem, że Liam zawsze był bardzo nieśmiały, ale przełamał swój strach i spróbował swoich sił w X- Factorze. Teraz jest członkiem jednego z najbardziej znanych i lubianych boybandów na świecie - One Direction. Jego marzenia się spełniły. Jak to mówią- chcieć to móc.
Spojrzał na mnie pięknymi, brązowymi, lśniącymi oczami, które teraz były przepełnione smutkiem.- [T.I.]... - zaczyna, a moje serce zaczyna bić mocniej. Stoimy mniej niż metr od siebie i wpatrujemy się nawzajem w swoje oczy. - Dlaczego nie zaśpiewałaś?
- Nie potrafię... - odpowiadam nie spuszczając wzroku. Czuję ciarki na plecach, czuję jak szatyn przeszywa mnie swoim wzrokiem.
- Potrafisz - przerywa Liam. - Rozumiem, że się wstydzisz, jesteś bardzo nieśmiała, ale jeśli chcesz zrobić karierę musisz się przełamać! Masz wspaniały głos, doceń to.
Ma rację. Niestety ma rację. Muszę się przełamać. Muszę. Ale czy potrafię? Liam zapewnia mnie, że tak... Ale czy ma rację?- Więc jeszcze raz? - pyta szatyn, ale drzwi mojego pokoju się otwierają.
Automatycznie odwracamy się w kierunku dźwięku, który jest wydawany przez moją babcię.
- Wybaczcie, że wam przerwę, ale muszę porozmawiać z [T.I]... - mówi stanowczo starsza pani.
Wychodzę za nią z pokoju i schodzę po schodach prowadzących na parter domu. Kobieta wskazuje gestem, abym usiadła na fotelu w salonie. Siadam i czekam z przerażeniem co babcia powie. Znam ją dobrze, a jej mina jest jednoznaczna. Coś się stało. Babcia jest jednocześnie zmartwiona, smutna i chyba również, tak jak ja, lekko przerażona.
- Pamiętasz jak mama mówiła, że albo wybierasz porządną szkołę i rzucasz śpiewanie, albo próbujesz dogonić marzenia w X- Factorze?
Nie jestem w stanie nic powiedzieć, więc kiwam tylko głową, na znak że pamiętam.
- Więc... - zaczyna starsza pani, ale urywa jakby nie była pewna tego co mówi. - Teraz nadszedł ten czas... Albo wybierasz studia, albo gonisz za marzeniami.
Zamieram. Patrzę na nią jak osłupiała. Nie wiem co powiedzieć.
„Dziennikarka to bardzo dobry zawód. Przede wszystkim dobrze płatny.” przypominają mi się słowa ojca. „Masz wspaniały głos, doceń to i walcz o spełnienie swoich marzeń!”. W głowie odzywa się drugi głos, który należy do Liama.
No i co ja teraz mam zrobić? Nie chcę zawieść rodziców, którzy pragną bym została dziennikarką i chcą wysłać mnie na jedną z najlepszych uczelni w Londynie... ale nie chcę zawieść też Liama. Próbował przełamać mój strach przed sceną już od ponad pół roku i teraz jego ciężka praca ma iść na marne gdy wybiorę studia? A co rodzice powiedzą na mój wybór? A jak nie uda mi się przejść? Jak nie wygram? Jak nic nie osiągnę? Co ja wtedy zrobię? W głowie rodzi mi się mnóstwo co raz to nowszych pytań. Babcia widząc moją minę, podchodzi do mnie i przytula mnie mocno.
- Goń marzenia. - Szepce mi do ucha. - Choćby nie wiem co się działo i choćbyś musiała wiele z siebie dać, choćbyś musiała startować w tym całym talent show milion razy to startuj. Zrób to dla mnie i dla Liama.

Udaję się na górę i wchodzę do pokoju gdzie Liam czeka na mnie. Chłopak patrzy na mnie wyczekująco, więc zaczynam opowiadać.
- Och. - wzdycha szatyn i podchodzi do mnie.
Znów znajdujemy się bardzo blisko siebie, tak blisko, że czuję jego oddech na ramieniu. Moje serce przyspiesza. W końcu chłopak przerywa milczenie:
- I co wybierałaś?
- Jeszcze nic. Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia co teraz. - wykrzywiam usta w grymas, ale kontynuuję swoją wypowiedź. - Nie chcę zawieść rodziców. Ale nie chcę zawieść ciebie, Liam. Nie chcę żeby twoja praca ze mną poszła na marne. Babcia powiedziała, że mam gonić marzenia i nie zważać na to, co się będzie działo tylko zmierzać do celu.
Liam patrzy na mnie, a ja próbuję rozszyfrować jego wzrok. Jednak jest to jakiś nieodgadnione i nieznane mi dotąd spojrzenie. Nie umiem stwierdzić co czuje. Przypuszczam, że jest zmartwiony i … i ten błysk w jego oczach... On się cieszy... Ale z czego? Moje przypuszczenia potwierdzają się gdy Liam uśmiecha się promiennie.
- Z czego się cieszysz? - pytam zdezorientowana i zniesmaczona.
- Doceniasz to, co dla ciebie robię i sądząc po twojej wypowiedzi to podświadomie już zadecydowałaś co zrobisz. - uśmiecha się triumfalnie, bo odgadł moje uczucia.



Klusia ;]  &  Tusia ;*

sobota, 20 kwietnia 2013

# 16. Liam


1) *gdy prowadzisz samochód*
Liam: Boże! Jak ona jeździ!






2) Liam: Zaplanowałem już swój ślub! Taka będzie limuzyna: 


Tym będą rzucać goście przed kościołem:


A ty będziesz moją żoną! 



3) Louis: Liam! Patrz! [T.I]!
Liam: 



4) *gdy Liam do ciebie zarywa*
Liam:




5) Niall: [T.I] jest okropna!
Liam: 


_______________
Siemka! ;]  *wielkie wejście smoka* xD
Nie podoba mi się to wyżej (nie wyszło... zresztą jak zawsze), więc nie krzyczcie i nie bijcie ;D
+
Mam coś specjalnie dla Tusi :3
Jaraj się ^^:
http://images5.fanpop.com/image/photos/29800000/This-is-so-cool-lol-any-liam-payne-fans-this-i-the-spot-come-here-rigt-now-i-think-u-will-be-happy-one-direction-29865375-120-120.gif
&
http://25.media.tumblr.com/tumblr_lvtu9oV8dQ1r71q9uo1_400.gif

Odmeldowuję się,
Klusia ;]